- Zobacz jak mijają się te pociągi, jeden przejeżdża obok drugiego, ale nigdy się nie spotkają, chyba, że ktoś pomyłkowo nie przestawi zwrotnicy. Czy nie uważasz, że z ludźmi jest podobnie?
- Owszem... podobnie. On przychodzi, kiedy Ona odeszła. Jest jednak pewna różnica...
- Jaka?
- W przypadku pociągów, to ktoś przestawia zwrotnice, one same nie mają na to wpływu. Natomiast ludzie są kowalami własnego losu. To od nich zależy jak będzie wyglądało ich życie.
- To czemu On się spóźnił? Dlaczego nie mógł przyjść na czas?
- Nie wiedział, że to był ten czas. Ona nie powiedziała, że czeka.
- Dlaczego ludzie nie mogą czytać w swoich myślach?
- Uważasz, że byłoby to dobre..?
- Wtedy można by było wiedzieć, co ktoś pragnie i przestawić zwrotnice tak, aby pociągi się zderzyły.
- Ale wtedy wszystko było by zbyt łatwe.
- Dlaczego wszystko musi być trudne?
- "Bo to, co piękne jest trudne"...
Jan Paweł II
Rocznica odejścia Ojca Św. to intensywniejszy okres powrotów myśli do okresów gdy był zawsze blisko nas. Gdy mogliśmy czuć opiekę w świecie realnym. Jaka jednak obecnie jest różnica w odczuciach -miłość i dobro pozostało z nami, najpiękniejsze intencje niesienia innym współczucia i pomocy. Jesteśmy spadkobiercami myśli i przepięknej energii miłości, którą obdarował całą planetę, rozpalił ogień dobra, tolerancji i pokoju. To nasze dziedzictwo. To nie czas smutku lecz radości iż był i jest wśród nas- jak promienie wschodzącego słońca, które budzą nowy dzień i dają życie.
Dziękuje Ojcze ze z nami jesteś...

„Miłość mi wszystko wyjaśniła”
Miłość mi wszystko wyjaśniła,
Miłość wszystko rozwiązała –
Dlatego uwielbiam tę Miłość,
Gdziekolwiek by przebywała.
A, że się stałem równiną dla cichego otwartą przepływu,
W którym nie ma nic z fali huczącej, nie opartej o tęczowe
Pnie,
Ale wiele jest z fali kojącej, która światło w głębinach odkrywa
I tą świadomością po liściach nie osrebrzonych tchnie.
Więc, w takiej ciszy ukryty ja-liść,
Oswobodzony od wiatru,
Już się nie troskam o żaden z upadających dni,
Gdy wiem, że wszystkie upadną.

,,Zanim stąd odejdę, proszę was...
- abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili,
- abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.
Proszę was:
- abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości,
abyście szukali zawsze duchowej mocy u Tego,
u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało,
- abyście od Niego nigdy nie odstąpili,
- abyście nigdy nie utracili tej wolności ducha,
do której On "wyzwala" człowieka,
- abyście nigdy nie wzgardzili tą Miłością, która jest "największa",
która się wyraziła przez Krzyż, a bez której życie ludzkie
nie ma ani korzenia, ani sensu..”
Jan Paweł II
Znów jesteś ze mną...
Chociaż jesteś tu przez chwilę, to... Na pewno się spóźniłeś w tyle miejsc? :)
A tego nie wiem. Na pewno to wiem tyle, że się właśnie w tej chwili do Ciebie uśmiecham :) I niech mi tam nikt nie pitoli, że to wirtualny świat, wirtualny uśmiech, wirtualne coś tam, coś tam. To najprawdziwszy uśmiech z iskierkami w oczach. :) For You... :)
I teraz każdy się zastanawia: do kogo ona gada? Do mnie? Eee, chyba nie... :) Więc ja tu się produkuję, uśmiecham, a do mnie nikt. :) Czyli gadał dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu. :) Czujesz, że to do Ciebie? No to widocznie tak jest... :)
Wielkanoc
Kochani,
nadszedł wspaniały czas Świąt Wielkanocnych. To niepowtarzalna, nadzwyczajna chwila, kiedy wszyscy, zasiadając do Wielkanocnego Stołu, cieszyć się będziemy radosną atmosferą. Niech spożywany przy tym stole posiłek przypomni nam wszystkie miłe chwile i wszystkie radosne święta, a ów czas będzie miłym wspomnieniem, które towarzyszyć nam będzie przez cały rok. Bo przecież za rok znowu spotkamy się i cieszyć się będziemy radosną atmosferą, towarzyszącą wspaniałej polskiej tradycji.
Zgodnie z tą tradycją składam Wam wszystkim przepełnione radością najserdeczniejsze życzenia zdrowych i pogodnych Świąt Wielkanocnych.
Śpieszmy się kochać...
Życzę Ci, byś znalazł swoją miłość. Ona przyjdzie nagle, nieproszona. Któregoś dnia po prostu zapuka do Twoich drzwi i powie: hej, jestem... czujesz? No jasne, że czuję - odpowiesz. Ale jednocześnie będziesz zdziwiony: ale dlaczego? Skąd ty się wzięłaś? Czekałem, aż przyjdziesz z tamtej strony, a ty przyszłaś z tej... I w dodatku tak nagle? Jak to w ogóle możliwe??? Nie wiem - odpowie miłość. Ja po prostu jestem. Po prostu jestem... Czasem tylko nie chcecie mnie zauważyć. Pędzicie na oślep tam gdzie was nie chcą, nie widząc, ze bliżej niż byście się mogli spodziewać, jest ktoś, dla kogo jesteście całym światem...
Spieszmy się kochać jak najczulej
Zanim gwiezdny pył zamieni się w popiół
Spieszmy się, do miłości której brak czasami sił
I zostaje z boku...
Spieszmy się kochać naszych bliskich
Ciepłem czułych słów, szklane krusząc mury
Spieszmy się nim będzie po wszystkim
I już żaden cud nie przeniesie góry...
W chwilach takich jak ta...
... Tak to już jest....
Widzisz szczęście na horyzoncie, zbliża się...
Już prawie czujesz jego smak...
I nagle zachodzi słońce...
Gubisz je, a ono gubi Ciebie...
Tyle, że ja bardzo chcę je odnaleźć...
Bardzo...
Co się stało, mała zagubiona dziewczynko?
Dlaczego stoisz tu sama w ciemnym, zimnym pokoju?
Dlaczego twoje usta milczą, tak zaciśnięte a oczy przestraszone spoglądają przed siebie - nie widząc spoglądają za siebie, zlęknione uciekają?
Dlaczego stoisz tu w miejscu, bojąc się poruszyć, czego się tak lękasz?
Czemu zamknęłaś tak szczelnie wszystkie drzwi i okna?
Pozwól chociaż łzom wypłynąć...
Tak bardzo bym chciała, żeby ta krucha, cienka tafla szkła,którą zmuszona jestem poruszać się każdego dnia... wytrzymała mój niepewny krok.
W długim korytarzu wspomnień wędruję wciąż...
zawroty głowy, rozpaczliwie ratuję się przed upadkiem...
Ściany mego umysłu zaciskają się....
W chwilach takich jak ta... tak bardzo chcę odejść.
Tak bardzo boję się żyć...
W błękicie wody mych łez odbicie...
Znów płyną... nie powstrzymam ich...
A Ty tylko mnie kochaj...
O wielką miłość Ciebie nie proszę
Lecz taką zwykłą prostą i małą
Która nad nami nisko się unosi
Bez cudnych wierszy wyrecytowanych
( ... )
Taką co drogi kręte wyprostuje
Szary pył dnia obmyje z mego ciała
Taką co zwykła najzwyklejsza
Co stoi obok tylko czeka na wezwanie
( Tomek Kamiński )
Krzysiu...Skarbie mój kochany...
musisz wiedzieć, że...
dzis 14 jest lutego, dzień Świętego Walentego.
Z tej okazji chce Ci wyznać coś w sekrecie...
mogę napisać tysiąc wierszy, mogę wypowiedzieć słów miliony...
lecz jeśli chcesz poczuć moją miłość...
wystarczy, że spojrzysz w moje oczy...
KOCHAM CIĘ!
... przeszłam tyle świtów i nocy
przeszłam całe lata, zanim Ty odnalazłeś moje życie ...
Jestes moim snem, jesteś moją jawą...
moim dniem, moją nocą...
uśmiechem i smutkiem na twarzy...
jesteś sercem i duszą...
jesteś moją łzą...
jesteś cały mną, bo ja jestem Tobą...
TOBIE-JA

- w tym świecie obok naszego
ludzie mają smutne serca, wiesz ...
smutne policzki z zimna i niekochania
jakby nikt ich nie chciał mieć dla siebie
wracają tam, gdzie nikt na nich nie czeka
wiesz, jakie to okropne kiedy nikt nie tęskni ?
nie ma ludzi niepotrzebnych prawda ? gdzie jest ta miłość ?
marzenia... nie pozwól nikomu kto chciałby je zniszczyć... bo oprócz marzeń, nie mamy nic.
- Mała, ... nowe buty trzeba rozchodzić, zanim się wyruszy w długą podróż, czasami do mocnych ran, by potem móc wygodnie iść ... a miłość jest podróżą w nieznane ale bezpieczne światy ...
chodź Mała spać ...
Zrozumieć miłość...


Czy to, co nazywamy naszym życiem jest rzeczywiście, w czystej postaci tym, co przez nie rozumiemy? Zaślepieni etykietami, które przylepiono nam już w dzieciństwie, błąkamy się po tym świecie niczym spragnieni światła lunatycy. Poszukiwacze miłości. Nie przelotnej emocji, która targa naszym sercem i bezlitośnie porusza na swej wybujałej huśtawce. Nie ślepego przywiązania do drugiej osoby i tworzenia we własnym umyśle wyidealizowanej iluzji jej dotyczącej. Przedrzyjmy się przez ten sztuczny świat masek. Zniszczmy je wszystkie. One tylko utrudniają nam postrzeganie rzeczywistości taką, jaka naprawdę jest. Ukrywamy prawdę gdzieś głęboko, obawiając się ,że ktoś zdemaskuje nasze prawdziwe wnętrze. Skuteczny kamuflaż. Osłania przed bólem, nienawiścią i prawdziwą miłością. Zostaje tylko ta nieznacząca nic powłoka. A dusza cierpi. Tęskni za miłością, która rozwaliłaby tą szklaną kapsułę, która zacieśla nas coraz głębiej w swej głębi. Móc stać się znów wolnym, tak niewinnym. Kochać, nie oczekując niczego w zamian. Jak trudno. Niczym natrętna mucha wciąż powraca tęsknota za akceptacją, zrozumieniem i tym, by być kochanym przez drugą osobę. To bolesne, a jednocześnie takie ludzkie. To pragnienie okazuje się dla nas niszczące. A kiedy już to otrzymujemy, jesteśmy tak przerażeni, że nieświadomie odrzucamy to, po prostu odwracamy się plecami. Im więcej, tym mniej. Im bardziej kochasz i zaczynasz jawnie okazywać swoje uczucia, tym bardziej jesteś odrzucana. Im więcej się czemuś opierasz, tym bardziej to wzmacniasz. Cała gama paradoksów, na których opiera się nasza egzystencja. I gdzie ta miłość? To właśnie ona jest tą siłą, która napędza cały Wszechświat; płomiennym światłem, z którego się zrodziliśmy. I zgubiliśmy je. Dlatego tu jesteśmy, by podczas tych krótkich chwil, które nam dano na tym świecie, mogli je odnaleźć. I dla niej poświęćmy swe życie. Nigdy, nigdy, nigdy nie poddawaj się. Żyj chwilą, w niej jest wieczność. Carpe diem i memento morii. One wcale się nie wykluczają. Pielęgnuj tę iskrę miłości, która posiadasz w sobie, dawaj w niej jak najwięcej innym, nie pozwól jej wygasnąć. Peace, love, freedom...
Wszystkim zakochanym, kochanym i kochającym życze dużo miłości...a tym co jeszcze nie kochają lub mówią, że ich nikt nie kocha-wiary-bo miłość wie, kiedy do drzwi zapukać...ona się nigdy nie myli...to my ludzie czasem nie umiemy dobrze odczytac jej intencji...
HAPPY VALENTINE'S DAY!


Dzień Ekskluzywnych Słów...
czerwona róża w wazonie
nie otwarte pudełko czekoladek
gdzieś przedtem zjedzona czekolada
i życzeń tak wiele...
pamiętacie - to miłe
i uśmiech pojawia się na twarzy
dziękuję...
dziękuję również tym co zapomnieli
- pomagają docenić tych co pamiętają...
Dzień Ekskluzywnych Słów...ale spędzony sama ze sobą…
ehhh...
nie wiem co ze sobą zrobić...
w nocy spać nie mogę...
budzę się irracjonalnie wcześnie...
zamykam oczy....
kurczę się w sobie...
tęsknie za Tobą...
smutno...nie, to nie smutek...
to ta głupia tęsknota...
czasem są dni...dni takie jak dziś...
dni, z którymi nie potrafię sobie poradzić...
snuję się... z kąta w kąt chodzę...
siadam przed komputerem...gapię się w monitor...czekam...
deszcz we mnie...
wczoraj niebo płakało...
dziś...
będę ja
ono też...
ehhh...
powiedz mi...
powiedz...
co mam zrobić z sobą gdy Cię nie ma...
powiedz...
czasem są takie dni jak dziś...
Ostatni lot...

Na pokładzie wojskowej CASY, która rozbiła się w środę wieczorem w okolicach Mirosławca, było początkowo 40 osób - 4 członków załogi i 36 pasażerów - wynika z danych Sił Powietrznych. Po drodze na lotniskach w Powidzu i Krzesinach wysiadło 20 pasażerów. Do lotniska w Miroslawicach nie dotarło 20 żołnierzy.
godz. 16.51: CASA wystartowała z Warszawy z 40 osobami na pokładzie. Samolot wykonywał lot na trasie Okęcie-Powidz-Krzesiny-Mirosławiec-Świdwin-Kraków;
godz. 16.35 do 17.51: W czasie międzylądowania w Powidzu z samolotu wysiadło dziewięciu żołnierzy;
godz. 18.11 do 18.24: W Krzesinach wysiadło kolejnych 11 wojskowych;
godz. 18.24: Jak podają Siły Powietrzne, po starcie z lotniska w Krzesinach samolot był prowadzony przez służby ruchu lotniczego. Wykonywał lot zgodnie z założonym planem na wysokości 4900 m ze średnią prędkością 400 km/h. Na całej trasie był jednocześnie obserwowany w dwóch systemach kontroli przestrzeni powietrznej;
godz. 18.30: Warunki atmosferyczne o na lotnisku w Krzesinach wyglądały następująco: zachmurzenie 7/4; podstawa chmur - 390 m; widzialność 5 km, zamglenie; wiatr 180/2; temperatura powietrza - 0,8 st. C.; wilgotność - 94 proc., ciśnienie - 1029,4 hPa;
godz. 19.00: Na lotnisku w Mirosławcu sytuacja meteorologiczna o przedstawiała się tak: zachmurzenie - 8/7; podstawa chmur 90 m; widzialność - 3 km; zamglenie; wiatr 190/1; temp. 0,7 st. C.; wilgotność 97 proc.; ciśnienie - 1027,0 hPa;
godz. 19.07: Dyżurna Służba Operacyjna Centrum Operacji Powietrznych odebrała z 22 Ośrodka Dowodzenia i Naprowadzania w Bydgoszczy informację o katastrofie lotniczej samolotu C-295M ok. 1 km od pasa startowego lotniska Mirosławiec; Na pokładzie samolotu znajdowało się wówczas 16 pasażerów oraz 4 członków załogi.
Decyzją Dowódcy Sił Powietrznych wszystkie samoloty CASA C-295M są zawieszone w lotach - do odwołania.
Polska okryła się żałobą po środowej katastrofie wojskowego samolotu CASA pod Mirosławcem, w której zginęło 20 lotników.
Badane są przyczyny tragedii.
W wielu miastach odprawiono msze św. w intencji ofiar.
Z całego świata napływają kondolencje.
Zginęli:
1. gen. bryg. Andrzej ANDRZEJEWSKI, d-ca Brygady Lotnictwa Taktycznego, pilot instruktor
2. płk Dariusz MACIĄG, dowódca 21 Bazy Lotniczej
3. płk Jerzy PIŁAT, dowódca 12 Bazy Lotniczej
4. ppłk Wojciech MANIEWSKI, d-ca 40 eskadry lotnictwa taktycznego
5. ppłk Zbigniew KSIĄŻEK, z-ca dowódcy 22 Bazy Lotniczej
6. ppłk Dariusz PAWLAK, dowódca dywizjonu 12 Bazy Lotniczej
7. ppłk Zdzisław CIEŚLIK, Szef Szkolenia Brygady Lotnictwa Taktycznego, pilot instruktor
8. mjr Robert MAJ, Brygada Lotnictwa Taktycznego, Szef Sekcji, pilot instruktor
9. mjr Mirosław WILCZYŃSKI, 1 Brygada Lotnictwa Taktycznego, Szef Sekcji
10. mjr Grzegorz JUŁGA, Dowódca Klucza Technicznego, 8 eskadra lotnictwa taktycznego
11. mjr Jarosław HAŁADUS, Szef Techniki Lotniczej - 13 eskadra lotnictwa transportowego
12. mjr Piotr FIRLINGER, Szef Sekcji Techniki Lotniczej, 21 Baza Lotnicza
13. mjr Krzysztof SMOŁUCHA, Specjalista - Oddział Operacyjny A3 Dowództwa Sił Powietrznych
14. kpt. Karol SZMIGIEL, Dowódca Klucza Technicznego, 8 eskadra lotnictwa taktycznego
15. kpt. Paweł ZDUNEK, Dowódca Klucza Lotniczego, 8 eskadra lotnictwa taktycznego
16. kpt. Leszek ZIEMSKI, Inspektor Bezpieczeństwa Lotów - Szef Sekcji - 40 eskadry lotnictwa taktycznego
17. kpt. Grzegorz STEPANIUK, Szef Techniki Lotniczej - 40 eskadra lotnictwa taktycznego
18. por. Robert KUŹMA, Starszy Instruktor - 13 eskadra lotnictwa transportowego
19. por. Michał SMYCZYŃSKI, Starszy Pilot - 13 eskadra lotnictwa transportowego
20. sierż. Janusz ADAMCZYK, Starszy Technik Samolotu - 13 eskadra lotnictwa transportowego
Ich ostatni lot...Są już w domu Pana...
Jedna chwila
I czas się zatrzymał.
Już nie ruszy,
Choćby wiało potęgą burzy.
Ostatni lot-
Ostatni raz w powietrze się wspiął-
Niczym kamień spadł
I nie mógł już wstać.
Tak bardzo chcieli żyć,
Ale nie przeżył nikt.
Odeszli do Pana-
Ta droga była ostatnia.
Czy cierpieli?-
Tego nikt nie wie.
Mirosławiec-na ustach wielu-
Tam teraz jest ciężko.
Żałoba narodowa-
Modlitwa niech cudu dokona.
Dwudziestu żołnierzy-
Do Boga już mierzy...
/znalezione w sieci/
Rodzinom zmarłych wyrazy szczerego współczucia składam -z całego serca łączę się w bólu Waszym...

Blogowy świat
Gdy tutaj otwieram oczy, to już wiem, że reszta moich światów wraz ze wszystkimi swoimi problemami już śpi.
A tutaj spełniają się marzenia, tu mogę wszystko.
Z letnim deszczem dosięgam chmur,
kąpię się w górskim strumieniu,
tu mogę budować zamki z piasku na złotej plaży,
zagrać słońcem w siatkówkę,
znaleźć zieloną trawę w środku zimy,
zasnąć na płatkach śniegu tuląc chmurową poduszkę,
a obudzić się na tratwie pośrodku oceanu.
Rankiem zanurkować wśród koralowców,
a wieczorem zatańczyć z syrenami i usłyszeć ich śpiew,
zamyślić się na księżycowej huśtawce,
odwiedzić najpiękniejsze na świecie miejsca
i zostać w nich jak długo chcę.
Mogę wtulić się w gwieździsty koc nieba i zasnąć.
Spokojnie i bezpiecznie.
Tu mogę...
I tu mogę spotkać Was...
Bo to mój blogowy, inny świat.....
.
Moi Kochani,
skończył sie kolejny rok,
w zyciu wielu z nas kolejny etap dobiega końca,
czas przystanąć na chwile zadumy...
Pamiętajcie o tym co najważniejsze,
zatrzymajcie się na chwile, zamknijcie oczy
i zastanówcie się nad jutrem...
nad Nowym Rokiem, który nadszedł...
To nie przesądy, magiczne zaklęcia czy modlitwy zmienią go na lepszy,
to my sami decydujemy o tym, jaki bedzie następny dzień, miesiąc czy rok...
"... jesli nie potrafimy magii noworocznej nocy
zachowac w swoich sercach,
jeśli pozwolimy uleciec jej czarowi i nadziei,
to szybko zrobi się smutno, szaro i zimno..."
Pamiętajcie o bliskich-bo nasze szczęście to ludzie, którzy nas otaczają....
W Nowym Roku wielu szczęśliwych tylko chwil...
Babuniu...
Babuniu...?
To tylko ja.
Przyszłam porozmawiać,
Tak jak kiedyś.
Kiedy byłam mała,
Siadałam obok,
A Ty tuliłaś mnie do siebie.
Babuniu...?
Nie płacz,
To przecież ja.
Ta sama co kiedyś,
Bawiłam się,
Mała lalką.
Babuniu....?
To tylko ja.
Jestem już dorosła.
Śpij spokojnie,
Ja posiedzę obok Ciebie,
I pobawię się Twoimi włosami,
Byś wiedziała że ciągle Cię kocham.
( 23.04.2007 r. godz. 02:10 - zasypiasz wiecznym snem... , BABUNIU... to już 8 miesięcy jak Ciebie nie ma... )
Wesołych Świąt
I tak już co roku, o tej samej porze
Stoję przy oknie
I patrzę...
A za szybą wieczór się ściele
SZUKAM GWIAZDY, która jasno wskaże mi drogę
I czekam-nasycając się ciszą,
CZEKAM TWOJEGO NARODZENIA...
Niech te święta Bożego Narodzenia
przyniosą nam wiele radości
Niech uśmiech zagości w domach
Niech ogarnie nas ciepło wigilijnej świecy
a jej blask zamieni się w żywe iskierki w oczach
Niech samotność odejdzie w niepamięć
Niech zima otula nas białym puchem
jak ciepły koc przy kominku
Niech bieluteńkie gwiazdeczki
skrzypią wesoło pod naszymi butami
na wieczornym spacerze
Niech dobry Bóg namaluje
szczęście na naszych twarzach
Niech miłość dotyka nas delikatnie
lecz bez ustanku
Niech marzenia płyną wysoko w górę
i spełniają się...
Łącząc sie z Wami w radosnym oczekiwaniu i dzieląc się jasnogórskim opłatkiem-tym żywym symbolem miłości i dobra, pragnę przekazać Wam szczere i ciepłe życzenia zdrowia, radości oraz Pokoju Bożego dla Waszych Rodzin i Domów...
List do Św. Mikołaja
Drogi Święty Mikołaju.
Nie chcę nowego komputera,roweru, ani nart...
Nie chcę torby cukierków i czekoladek...
Nie przynoś mi mp4, dvd, ciekawych książek,
ani sterty ciuchów...
Proszę Cię otwórz mi oczy, bym mogła dostrzec,
że gdzieś niedaleko mojej duszy jest ktoś,
kto myśli tak samo jak ja...
Taki ktoś, kto zawsze poda mi rękę, gdy będzie mi smutno
i nie powie "nie", jeśli będę go potrzebować.
Ktoś, kto usłyszy prośbę
nawet najcichszym szeptem wypowiedzianą,
kto uśmiechnie się ze mną i na myśl o mnie...
Otwórz mi oczy,żebym mogła dostrzec,
że jest ktoś, dla kogo jestem ważna,
komu mogę zaufać i zapewnij mnie,
że ten mój prezent będzie zawsze przy mnie
choćby jedną, maleńką myślą...
Dziękuje Ci bardzo bo dałeś mi już prezent ..taki o którym marzyłam...
Szemrzące marzenia...

Odpowiedź moja do łagodnych westchnień wiatru:
-Tak... chciałabym zatańczyć z Tobą przez tunel natchnienia, przez kwiaty szelestu. Tak, chciałabym wędrować boso po chmurkach na błękitnym niebie, swoją dłonią dotykać Twej dłoni i śnić...- a jednak oczyma wyobraźni znów wędrowałam po okolicznym śnie, po krainie marzeń...
Moje marzenia znów się ożywiły. Myślałam, że wiatr je rozsiał po okolicznych polach i łąkach. A jednak, nie!
We mnie w środku gdzieś to tkwi... Gdzieś coś jest. Nie wiem co, nie wiem jak i nie wiem kiedy się to tu dostało, lecz wiem... wiem jedno, że znów przypomniałam sobie to uczucie...
Śnię nadal, od nowa zaczęłam śnić. Od nowa wędruje po tej krainie... Od nowa chce żyć, chcę być i jestem...
Stałeś się panem moich snów,
Panem mego serca,
mym natchnieniem.
Jesteś - i chce bys nadal był,
pojawiłeś się
i śnię...
tak pięknie nareszcie śnię!
Znowu mam uczucie, uczucie a zarazem i chęć spojrzenia głęboko w oczy. Znowu mam chęć bycia blisko. Ujrzeć szczery, piękny uśmiech...
Te gwiazdy... jedną zadedykowałam Tobie... Ostatnio szukałam na niebie wzrokiem mojej ukochanej gwiazdki. Dwie były podobne... i nie mogłam odgadnąć która to była Twoja. Teraz... teraz wiem, że gdyby nie padało i było by bezchmurne niebo to nawet w dzień odgarnęła bym od razu która to...
Gdybyś mógł...
Gdybyś chciał...
Gdybyśmy mogli...
Znowu zaczęłam śnić, widzę jego oczy, jego serdeczny uśmiech... Widzę go wszędzie. Wystarczyła tylko jedna rozmowa...jedno spotkanie... aby obudzić to co w sercu drzemało. Wystarczyło...

Płomyk miłości
Wszystkim, którzy odeszli zbyt wcześnie...
ze szczególną dedykacją dla mojej ukochanej babuni...
Zapaliłam dziś świeczkę,
płomyk miłości dla Ciebie,
Zadumałam się przez chwilę
myśli wróciły do Twego serca
co kochało szczerze,
do tych dłoni spracowanych
lecz jakże kochanych...
Swoim ciepłem otulałaś
jak najdelikatniejszym pledem,
słowem czułym kołysałaś do snu,
Ty wiedziałaś jak ukoić każdą łzę,
Jak wyczarować tęczę na niebie
I słońce w pochmurny dzień...
Nazywałaś kwiaty w ogrodzie
i źdźbła traw na zielonej równinie,
Szeptem opowiadałaś bajki na dobranoc,
a ja wpatrywałam się w Twoje spokojne oczy
i czytałam z nich jak bardzo kochasz mnie...
A potem los okrutny odmienił karty swe -
odeszłaś, lecz tylko na chwilę,
Bo kiedyś znów spotkamy się...
Płomień świecy przygasa,
Lecz iskierki Miłości
wciąż żyją na serca dnie....
Ty wiesz.....
...tydzień życia...
Pewnie każdy z nas usłyszał lub zadał sobie kiedyś pytanie: "Gdybyś wiedział, że masz tydzień życia, to co byś zrobił?". Wtedy padają najdziwniejsze odpowiedzi: ktoś by skoczył ze spadochronu, ktoś by pojechał na safari, ktoś by przeimprezował całą noc... Padają tylko wtedy, gdy człowiek jest zdrowy.
Czasem jednak ma się taką świadomość naprawdę... Że zostało niewiele czasu. I najpierw przychodzi okres buntu - czemu to mnie spotkało, obwinianie wszystkich i wszystkiego. Potem jest rozpacz. A na końcu - pogodzenie się ze śmiercią. Wtedy człowiek nie myśli o wyjazdach, szaleństwach. Wraca do codziennego życia, do obowiązków. I tak dzień po dniu umyka mu życie. Między obieraniem ziemniaków na obiad a zmywaniem po kolacji. Tylko spokojniej niż zazwyczaj, bo ma się świadomość, że żaden z problemów nie jest już ważny. Że już nic nie dotyczy, bo... bo i tak się nie doczeka.
Co byś zrobił, gdybyś wiedział, że zostało niewiele czasu? Czego byś żałował? Ja chyba tylko jednego: że zbyt rzadko pokazuję ludziom, jak bardzo są dla mnie ważni i za mało mówię im, jak bardzo ich kocham...

DZIĘKUJĘ!
Dziękuje za Twój uśmiech,
otwarte okno Twego istnienia,
Dziękuje za Twe spojrzenie,
zwierciadło Twojej uczciwości.
Dziękuje za Twoje łzy,
które są znakiem,
że dzielisz radość lub smutek.
Dziękuje za Twoją rękę,
zawsze wyciągniętą,
aby dać lub otrzymać.
Dziękuje za Twoje objęcia,
które jest szczerą gościną
Twojego serca.
Dziękuje za Twoje słowo,
wyraz tego, co kochasz,
i w czym pokładasz nadzieję.
Dziękuje, że byłeś życzliwą osoba na mojej stronce....
I nie było już nic...
Kostka lodu
z zadziwiającą delikatnością
przemierzała góry i doliny jej ciała
Krople Martini błyszczały na niej
w blasku płonących świec
jak najpiękniejsze kryształy
Plasterki owoców
ułożone z misterną delikatnością
wyznaczały szlak głodnemu wędrowcowi
Ona leżała cierpliwie
delektując się jego widokiem
Zapraszała na wspaniała ucztę
Drżąc z pożądania
pozwalała łapczywym ustom
podążać wyznaczoną drogą
Krzyczała, gdy spragniony wędrowiec
dotarł do źródła rozkoszy
Władczyni……
Zabrała go ze sobą tam
gdzie jeszcze nigdy nie dotarł
Ich serca połączyły się
wystukując jeden wspólny rytm
Te serca rozprysnęły się na miliardy kryształów
gdy dotarły do celu
I nie było już nic...
Najpiękniejsze doznania
Palcami wyobraźni rzeźbisz moje ciało
staje sie wtedy jak glina podatna na każdy Twój dotyk
miękka, ciepła
każdy Twój ruch
ubiera mnie w namiętność i pożądanie
staje sie bezbronna
a Ty jak na artystę przystało
delektujesz sie moim rozpalonym drżącym ciałem
milimetr po milimetrze
subtelnymi pieszczotami
pobudzasz moje zmysły
okrywasz swoimi ramionami
bym nie była naga
czuje jak Twe ciało pulsuje, wibruje
jesteś niczym opętane cielesną żądzą zwierze
czuje jego moc i czar
wypełniasz mnie całą
pieścisz oddechem
spragnieni i pożądaniem spleceni
dajemy swoim ciałom
najpiękniejsze doznania...
Wirtualni kochankowie


Spotkali się gdzieś w w wirtualnym świecie... klik i stało się... a potem listy, maile... i setki myśli.... Nie mają pojęcia jak to się stało, może tak miało być... może.... Oboje wrażliwi, oboje bardzo samotni, może dlatego tak szybko zareagowali.... Myśli pogmatwane kłębią się , trudno nad nimi zapanować... Rozsądek mówi NIE..... jak można wierzyć w te literki, jak można na odległość, nie znając, nie widząc, tak ufać, tak łaknąć czyjejś bliskości, ale serce wyrywa się z uśpienia i nie słucha nikogo, nie patrzy na nic... chłonie te ciepłe słowa wbrew rozsądkowi... chce bić, chce żyć gdzieś daleko, gdzie jest ten KTOŚ, gdzie zdaje się bezpieczny ląd... Nie rób nic, słuchaj, ale właśnie te słowa tak na nich działają, te słowa są jak nektar dla spragnionych kochanków, jak życiodajny deszcz... Potem klik i czar prysł, rozczarowanie, gorycz, obłuda, pustka, której długo nie da się zapełnić i ten ból co serce rozrywa... Niektórzy z nich może zostaną przyjaciółmi... może... a może już nigdy się nie spotkają... któż to wie?! ...
Wirtualni kochankowie... klik..... i czar prysł.....
Głucha cisza, pustka w chłodny już prawie jesienny wieczór... na stole nieprzeczytana książka... wzrok utkwiony bezwiednie w kąt.... myśli gdzieś błądzą, gdzieś gonią... nagle cichutki brzęk... serce zrywa się, szaleje... kilka słów na maleńkim ekranie „Tęsknie i myśle o Tobie, pamiętaj o tym zawsze.Brakuje mi Ciebie...”... Tyle miłości w paru słowach, tyle czułości i pieszczoty... Dzieli ich morze i wiele dróg, łączy tylko ten maleńki aparat... Cichutki brzęk i znów parę słów... Tysiące mil, a tyle ciepła, i nadzieji... Wirtualne pocałunki łączą spragnionych kochanków... Wirtualne pocałunki to tyle co mogą sobie dać... czy to wystarczy im by kochać?!....
Wirtualni kochankowie... Czy tak długo będzie trwać?! ...

Mam cichą nadzieję, że znajdzie się w Twoim życiu miejsce dla jeszcze jednego przyjaciela...
Droga przyjaźni-jak wszystko co piękne-jest trudna.
Z podziwem,a może ostrożnym zdziwieniem,
spogladamy na przyjaciół.
Badawczo przyglądamy się sobie,
Co znaczy "być przyjacielem"?
Czy my też potrafimy być przyjaciółmi?
Chyba nie ma na to pytanie jednej odpowiedzi.
Kazdy z nas ma inną drogę przyjaźni,
ponieważ każdy wiedzie inne życie...
Przyjaźń to największy skarb, który jest ukryty na dnie serca,
przyjaźń to niewidzialna nić, która łączy ludzi,
przyjaźń to pokój duszy, który daję poczucie potrzeby,
przyjaźń to rozległa przestrzeń, która prowadzi do jedności,
przyjaźń to wartość, której nie da się wycenić,
przyjaźń to przygoda, która jest nasączona odpowiedzialnością.
Boże spraw, aby moja przyjaźń taka była...
W teatrze życia...

...chwyciło za serce... naprawdę... zabolało... Twoje słowa… nikt, nigdy tak… powiedz, że to nie prawda… bo to nieprawda! Nie wiem, co robić... źle mi jest... znowu bezradna i bezsilna... kim ja jestem...? Przecież wcale nie taka, nie taka, jak chcę...
Jakże trudno ukryć uczucie, które jest silniejsze od człowieka i piękniejsze od wolności, bo choć jest to więzienie dla duszy to jednak owa klatka, w której zamknięto moje serce jest cała ze złota, pełna uroku i tylko jedno jest w niej złe ... mój ciemny cień bezskutecznie szukający wyjścia, targany pragnieniem ucieczki ...Nie, nie pozwolę odebrać sobie tego skarbu i choć wiem, że diament ten nigdy nie będzie mój to jednak nie dam mu o mnie zapomnieć, dlatego od dziś każdego dnia od nowa zakładam tę maskę beztroski na twarz, przywdziewam radość i szczęście, promienieje pięknem życia i nikt nie wie, że pod tym pozornym uśmiechem delikatności kryje się prawdziwa rana, którą zarazem rozdziera i zabliźnia intryga, zemsta za własną winę. Co tak naprawdę chcę mu udowodnić, że jestem szczęśliwa, lepsza, czy że stracił coś czego nigdy właściwie nie posiadał - tego nie wiem, ale wiem jedno, że kiedy go zobaczę ukryta pod ową maską kłamliwej radości odegram moją rolę z nadzieją na aplauz od życia i wiarą w niekończący się spektakl teatru mej rzeczywistości, mego istnienia...

Zakląłeś mnie w dotyk...
Czuję Cię tak mocno
Przez dal, mury wielkich miast
Co noc otulam się Tobą
Chodź, no chodź, ukryj mnie ...
Może zbyt naiwni
By spać w pocałunkach ciał
I mieć na straży anioła
Anioła...
Czuje Cię przez skórę
I dreszcz wznosi nas do chmur
Bez tchu i nadzy jak drzewa
Drzewa, z których liść ostatni spadł
Może zbyt szczęśliwi
By raj mógł za długo trwać
Mój krzyk - Nie odchodź, nie odchodź!
I został mi Twój ślad
Łzy płyną
Zmysły śpią
Bezsenna, zimna noc
Zakląłeś mnie w dotyk
Zmieniłeś mnie w dotyk
By strącić mnie w noc
Bezsenną, zimną noc
Czy tak już musi być
Że raj ma swe dno
A szczęście ma kres
Dotyk ... nie dany mi
A miłość to sen
Miłość to sen ...
Dotyk-Edyta Górniak
Przekleństwo
Nie chcę czuć tego co stało się przekleństwem mego istnienia... Już wiem, że nie warto... Nie chcę czuć bólu, który rozrywa od środka każdą komórkę, tkankę, narząd... Nie chcę czuć niepokoju, który zatruwa całe ciało... Nie chcę czuć tego co dzień w dzień, powoli zabija, niszczy wszystko co napotka na swojej drodze... To proces powolnego umierania... Zarówno fascynujący, jak przerażający i bolesny... Właśnie dlatego tak często siedzę zwinięta w kłębek, wciąż opasuję ciało rękoma... To pomaga zdusić cierpienie, to daje, choć naiwną pewność, że jeszcze... że jeszcze coś ode mnie zależy... że mogę powiedzieć czemuś co jest we mnie: „Nie wyjdziesz, nie pozwolę ci na to!”... To ostatni, rozpaczliwy krzyk niewinnej duszy, która nigdy nie chciała być taką jaką jest... Przerabiałam to setki razy... ale to ciągle powraca... jak senna mara... Właśnie!... jak senna mara... cóż za ironia losu...

Uczę moje dłonie
by nie pragnęły dotykać
potrafią już
wyrecytować to
z pamięci
wiedzą
że nie wolno
wbijać głodnych palców
w ramię miłości
zziębnięte
zasypiają
w rękawiczce
marzeń
A mówiłaś, że lubisz wiosnę...
Dlaczego nie ma Cię wśród nas?
Dlaczego odeszłaś, zostawiłaś mnie samą?
Pozostało tylko wspomnienie i w moim sercu ból
Jesteś tak daleko, daleko ode mnie...
Czy nie mogłaś zostać jeszcze ze mną kilkanaście lat?
W ciągu paru sekund skończył się dla Ciebie świat,
W ciągu paru sekund pozostawiłaś mnie...
Zamknięta w trumnie, jak ptak siedzący w klatce,
Nie wołałaś o pomoc nikogo...
Pozostało tylko wspomnienie i miłość w moim sercu do Ciebie...
Pozostał tylko smutek i głęboki żal...
Chodź już nie ma Ciebie przy mnie,
To i tak nie zapomnę o Tobie,
Chodź nie ma Ciebie wśród nas żywych,
To i tak pamiętał będzie każdy z nas...

Musialam to napisać...musiałam to wyrzucić z siebie...bo tak bardzo mi brakuje mojej Kochanej Babuni...Minęły juz 4 miesiące odkąd odeszła a ja nie mogę się z tym pogodzić...
Każdego dnia budzę się ze smutkiem. Każdego dnia nie wierzę w jej śmierć. To pomyłka ! prawda Boże sprawiedliwy ? Zabrałeś nie tego człowieka. Oddasz mi siwe włosy, oczy przepełnione wspomnieniami i ręce, które kochają wszystko dookoła. Boże, wszystko, co stworzyłeś jest cudowne: i biały kwiatek miłości nad przepaścią i kolorowy motylek uniesiony podmuchem marzeń i szczęśliwe dziecko trzymane na silnej piersi ojca. Jestem gotowa oddać Ci to i dużo więcej… Proszę tylko o skórę zniszczoną przemijaniem czasu , o ręce nasycone miłością, o umysł przepełniony nutką tajemniczości ….
Czy moje wymagania są zbyt wygórowane ? Nie proszę o nic więcej. Spójrz mi głęboko w oczy. Widzisz ? To ten krzyk każdego ranka na nowo przeszywa moje serce strzałą cierpienia. To ten krzyk sprawia, że nie mogę złapać oddechu. Kolejne wiadro łez ...
Tak bardzo chciałabym otworzyć drzwi i zobaczyć ją na tym starym krześle, na którym zawsze siedziała... Teraz ono jest puste,samotne, tak jak ja...
Chyba nigdy już nie pogodzę się z faktem, że już jej nie ma, że już nigdy jej nie zobaczę, że już nigdy nie powiem "Dzień dobry babuniu, jak się czujesz?". Była przygotowana na śmierć, wiedziała, że to już niedługo…
Teraz pozostały po niej tylko okulary ,buty i łóżko. Jedno wielkie łóżko, na którym spała tyle lat…
Dlaczego mówicie, że mam zapomnieć ? Kiedy mnie już nie będzie ,czy też wymażecie mnie z pamięci ? Jak można odbierać komuś ostatnie marzenie ?

Nie mogę spać. Ciebie przy mnie nie ma ... odeszłaś ...przed oczyma mam Twoją uśmiechniętą twarz…przyjdziesz kiedyś ?? przyjdziesz do mnie tej nocy ? odwiedzisz ? proszę przytul mnie i daj siły na kolejne dni….
Nie mogę uwierzyć, że to już 4 miesiące odkąd Ciebie nie ma. Pamiętam, jakby to było wczoraj…. Przyszła wiosna, a Ty z nią odeszłaś... A zawsze mówiłaś, że lubisz wiosnę...
Chwilowo zamknięte...przepraszam...
ON i ONA


ONA
Była jedna piękna noc
Taki mały flirt w blasku gwiazd
On i ja
Niby nic, a jednak mi żal
Wszędzie razem, wszystkie dni
Wieczorami szampan i lód
On i ja
Kilka chwil zamkniętych na klucz
Sama nie wiem co to było
Kilka fajnych dni
A może to miłość
Miłość drwi
Chyba tak, bo chciałam z nim być
Tak dziwnie się skończyło
Nawet nie znam go
A może to miłość
Rozterka dwojga serc...
Obiecał przysłać list
wciąż go szukam w skrzynce na drzwiach
on i ja
takie coś, co zdarza się raz
glupio wyszło w tamtym dniu
chciałam więcej niż mógł dać
On i ja
Krótkie "cześć" i szukam go w snach...
Sama nie wiem co to było
Kilka fajnych dni
A może to miłość
Miłość drwi
Chyba tak, bo chciałam z nim być
Tak dziwnie się skończyło
Nawet nie znam go
A może to miłość
Rozterka dwojga serc...
ON
Może gdyby te nasze słowa,
te kamienie rzucane bezmyślnie,
w porę złapać, zanim spadły na dno serc...
Może gdybym wtedy zawrócił,
może ubiegłbym los,
nigdy Ciebie z rąk nie wypuścił
noc nie daje snu, myśli biegną bez tchu...
To nieprawda,że Ciebie już nie mam
choć daleko jesteś stąd,
To nieprawda,że Ciebie już nie mam
trzymam Twoją dłoń...
Gdybym wiedział wtedy co teraz wiem,
wiedział ile jest warte, co tracę,
i jak łatwo jest zacząć oszukiwać się,
a może ... wiedzieliśmy o tym,
lecz zabrakło nam sił,
nie starczyło słów,
zgubiliśmy się ,
noc nie daje snu myśli biegną bez tchu.
To nieprawda,że Ciebie już nie mam
choć daleko jesteś stąd,
To nieprawda,że Ciebie już nie mam
trzymam Twoją dłoń...
Przytulam Cię, przenoszę przez ten most
co jeszcze wiem nie spłonął wciąż...


Miłość jak róże...
Róże... tak, róże kochały słońce
Rosły radośnie w jego promieniach
Miłość - jak róże w słońcu rozkwitła
I nie szukała chmur, ani cienia
Lecz kiedy nadszedł czas grozy, suszy
Róże z pragnienia głowy chyliły
Choć deszcz był dla nich ratunkiem życia
Gdy wreszcie nadszedł - nie miały siły
Zginęły, w szary zmieniając się popiół
Resztkę nadziei rozpacz wydarła
Róże... róże spaliło słońce
Miłość... czy ona także umarła???

Miłość, która umiera ma szorstkie dłonie...
Bezradnie chwyta się nieba tak, że pękają fundamenty...
( naiwna wiara w jutro )
Ustępuje miejsca nadgorliwym wyrzutom sumienia...
( milczący telefon szyderczo wykrzywia usta )
Cisza nie raz i nie dwa...
Rozmowy i spacery po lesie...
Zapach wiatru na skórze...
( Jego dłonie )
Nocne rozmowy o Księżniczkach...
( pocałunek zamienia żaby w błękitne korale zawieszone oddechem na szyi )
Słowo *kocham* wypisane szeptem na wargach...
( teraz tylko pusty dźwięk wspomnień )
Sny, które odeszły jakis czas temu...
( jak Ty )
Nauczyłeś mnie udawać obojętność...

Antoine de Saint Exupéry "Mały Książę"
"Sądziłem, że posiadam jedyny na świecie kwiat, a w rzeczywistości mam zwykłą różę, jak wiele innych (...)
(...) teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem-powiedział lis- podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie (...)
- Zaczynam rozumieć - powiedział Mały Książę. - Jest jedna róża... zdaje mi się, że ona mnie oswoiła...
(...) Mały Książę poszedł zobaczyć się z różami.
- Nie jesteście podobne do mojej róży, nie macie jeszcze żadnej wartości - powiedział różom. Nikt was nie oswoił i wy nie oswoiłyście nikogo (...)
Róże bardzo się zawstydziły.
- Jesteście piękne, lecz próżne - powiedział im jeszcze. - Nie można dla was poświęcić życia. Oczywiście moja róża wydawałaby się zwykłemu przechodniowi podobna do was. Lecz dla mnie ona jedna ma większe znaczenie niż wy wszystkie razem, ponieważ ją właśnie podlewałem. Ponieważ ją przykrywałem kloszem. Ponieważ ją właśnie osłaniałem. Ponieważ właśnie dla jej bezpieczeństwa zabijałem gąsienice (z wyjątkiem dwóch czy trzech, z których chciałem mieć motyle). Ponieważ słuchałem jej skarg, jej wychwalań się, a czasem jej milczenia. Ponieważ... jest moją różą (...)
Powrócił do lisa.
- Żegnaj - powiedział.
- Żegnaj - odpowiedział lis. - A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu (...)
Twoja róża ma dla ciebie tak wielkie znaczenie, ponieważ poświęciłeś jej wiele czasu (...)
Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł lis. - Lecz tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za twoją różę.
- Jestem odpowiedzialny za moją różę... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać..."

Bo mi trzeba Twoich dwóch ramion zamkniętych...
Budzę się, za oknem mglisto
Pod kołdrą ciepło tak, chociaż Ciebie wciąż nie ma tu
Sama jestem znów
Tak bardzo nic się dzisiaj nie chce
I nie ma kto mnie ściągnąć z łóżka, chyba pójdę spać
Bo co robić mam
Teraz już nawet cieszyłyby mnie
Twoje ubrania rozrzucone wszędzie, nie tęskniłabym
Tak bardzo jak dziś
I Twoje włosy pod palcami, twój obraz spod przymkniętych powiek dają spokój mi
Suszą moje łzy
Czemu tak codzienności brak, w życiu mym
Czemu wciąż kocham tak beznadziejnie, łapię chwile by żyć?
Ja wiem, tak bardzo potrzebuję
Może nie księcia ale kogoś kto byłby tu,
Gdy obudzę się
Kto będzie znał mnie od podszewki, moje kłopoty, moje szczęścia
Wszystko oddam mu
Jeśli będzie obok
Kto czasem będzie miał mnie dosyć
A potem wtuli mi we włosy swoją mokrą twarz
W ramionach zamknie mnie
Teraz kocham tak beznadziejnie, kradnę chwile by żyć...
Kto da mi swą codzienność?
Za codziennością tak tęsknię...

Nie myślcie, że użalam się nad sobą, nie…to nie tak…. Nie... Tylko tak mi jakoś po prostu... Zimno... Chłód wieje z przestrzeni... Kiedy myślę jaka ona duża i jaka ja mała... to mi trzeba Twoich dwóch ramion zamkniętych... Dwóch promieni wszechświata... mówiąc słowami Poświatowskiej.
Ok. Włączam swoje „W zasięgu Twego wzroku”... i idę spać. Rządzicie się dziś sami... Ostatni gasi światło...
Wirtualny świat...wystarczy nacisnąć klamkę, skrzypnięcie drzwi i jesteś...
"(...) standardowy rajd po blogach i z tysięcy oczywiście znalazło się kilka takich, do których ręka sama wklikuje się, żeby oko mogło poczytać. Tak było z Tobą. Patrzę na Twojego bloga, czytam słowa i próbuję przeniknąć. Czuję radość i wiosnę, jest jasno w Tobie. Czuję też wielką potrzebę dzielenia się, słuchania innych, kontaktowania się, wymiany myśli. Jestem pod wrażeniem czasu i staranności jaką do tego przykładasz. Efekt jest piorunujący. To jak dom. Dom dla myśli..."
Napisał mi kiedyś ktoś... A ja jestem pod wrażeniem takich słów. Hmm... Dom dla myśli, dla moich myśli... Wystarczy nacisnąć klamkę, skrzypnięcie drzwi i jesteś...
Teraz też mam takie listy.
Ludzi przyciąga otwartość, zwyczajność, prostota i mówienie o rzeczach tak bliskich innym, że nie sposób się z nimi nie identyfikować.
Mężczyźni więcej się "gapią" na zdjęcia, ale niech im będzie...
Kobiety piszą...:
"czuję się, jakbyś przeniknęła do mojej głowy. Wszystko co piszesz, jest mi bardzo bliskie, powiedziałabym, że nawet moje, ale nie umiem tego ubrać w słowa..."
Na pewno umiesz... Tylko musisz spróbować..
Nieraz zastanawiałam się, czemu przez tę stronę przechodzi tyle ludzi. Zaglądają, podglądają, milcząco, albo i nie... Komentują, albo i nie, piszą pierwsi, albo dopiero sprowokowani. I chyba wiem... Gdyby ten blog był na przykład o tym jak się ma WIG 20, albo kiedy bedą wybory, pewnie pies z kulawą nogą by tu nie zajrzał.
John Keating w Stowarzyszeniu Umarłych Poetów powiedział:
zdradzę wam tajemnicę... nie czytamy poezji dlatego, że jest ładna. Czytamy ją, bo należymy do gatunku ludzkiego, a człowiek ma uczucia. Medycyna, prawo, finanse czy technika, to wspaniałe dziedziny, ale żyjemy dla poezji, piękna, miłości...
Nie nazywam swego bloga poezją. Niech sobie ktoś nie pomyśli, że ja tu już wyżej... niż mam... Nie... Po prostu, wszystko co tu się znajduje płynie prosto z serca, a serce to miłość, a miłość to uczucie i to piękne, a o pięknych uczuciach piszą poeci i ja też więc ten Keating to mądra chłopina był...
…dlaczego to wszystko pisze???
Minęło już prawie pół roku, odkąd szklana szybka ekranu jest dla mnie czymś więcej niż dla pozostałych internautów. Dziwnie się w tym wszystkim czuje, mam wrażenie, ze nie jestem do końca normalna… W tej jakże odmiennej rzeczywistości nie słychać śpiewu ptaków, nie wieje wiatr, nie pada deszcz, promienie słońca tutaj nie dochodzą... Tutaj wszystkie słowa są pozbawione dźwięku, jest tylko pusta pisownia... czarno na białym... i to mi właściwie wystarczy, by być szczęśliwą choć w połowie.... Dobrze jest czuć się tak potrzebną i zauważaną dla innych, jednak po pewnym czasie to zaczyna być chorobą.. Wiem, że kiedyś się stąd wyrwę…a może już nadszedł ten czas???

…w niedziele minie pół roku od momentu, w którym stworzyłam tego bloga….
( i tak na marginesie informacja dla pewnej osoby…to niestety JEDYNY blog, który mam….)
Mój idealny, nieskazitelny, pełen szyfrów, plusów, minusów przyjaciel…
Elektroniczne pudło, wartościowsze od człowieka?
Nie?
To do cholery, dlaczego nikt nie potrafi mi tego udowodnić?
Dziękuje, że wytrzymaliście ze mną już tyle czasu….
Bajka kończy się...

Otuliłeś mnie czarnym kocem niepewności...
Stałeś się ciemnością...
Stałeś się nienawiścią...
Zostawiłam Cię daleko...
Zniknąłeś...
Zgasła ta lampa...
Serce bije...
Wali boleścią...
Obija się o włókniste ścianki wnętrza...
Krew przeciąga się w żyłach...
Pulsuje delikatnym uniesieniem...
Jeden krok za blisko...
I ginę...
Przygnieciona...
Ciężarem odpowiedzialności...
Zostaję sama...
Słońce wkrada się bezszelestnie do pokoju...
Subtelne promienie tańczą majestatycznie po tafli Twoich oczu...
Pomarańczowa kula rysuje na mej twarzy malinowy uśmiech...
Z szarą chmurą w kącikach ust...
Cieniem smutku...
Naiwna jednak jestem...
Nierealna...
Zagubiona w świecie złudzeń...
Zatraciłam się...
Czy mnie w ogóle można kochać...?
Czy ja umiem kochać...?
Tak po prostu...
Zataczam błędne koło...
Tańczę, kołysząc ciało...
W takt niesłyszalnej muzyki...
Stajesz się coraz bardziej odległy...
I tęsknię...
Za czymś, czego nie było...
Myśli szybują...
On: W czym się gubisz?
Ja: W Tobie...
On: Bo widzisz...Ja taki jestem…
Ja: Hmm...
On: Przepraszam...
Ja: Za co?
On: Za wszystko... Za mnie...
Ja: Nie mów tak. Nie masz za co...
On: Mam...Za to, że tak wyszło...
Ja: Hmm...I to już koniec?
On: Nie, ale nie chciałem tak...
Ja: Koniec czegoś, czego nie było...
On: To nie jest żaden koniec.
A jednak koniec...
Ten czas...
Chwytam go bezwiednie zmęczonymi rękoma...
Wyślizguje się bezczelny...
Złudzenie...?
Muskam dłonią słowa...
Nieistniejące...
Pod moimi powiekami niemy uśmiech...
Przenikliwa pustka...
I Twoja niewyraźna twarz...
Coraz dalsza...
Obraz zanika...
Bezszelestnie...
Przymknęłam wargi...
Szepcząc bezgłośną myślą...
Szukam we włosach dotyku...
I nie ma Cię...
To była tylko iluzja...?
Są słowa, które bolą...
Instynktownie...
Ranią...
Bezlitośnie...
Nic nie mów...
Bajka kończy się...
Jesli chce Pan naprawdę zdobyć kobietę...

(...) Jak wywodzi nam Freud, kobieta pragnie czegoś wręcz przeciwnego, niż myśli lub mówi, co, jak dobrze się temu przyjrzeć, nie jest wcale tak przerażającym, jeśli zważyć, że mężczyzna, jak wywodzą nasi uczeni w piśmie, ulega z kolei dyktatowi swego narządu płciowego lub trawiennego...
(...) a te całusy i buziuchny są dla amatorów i pantoflarzy dyletantów. Kobietę tak naprawdę zdobywa się pomału. Wszystko jest kwestią psychologii, jak przeprowadzenie dobrej walki z bykiem. (...)Rzecz w tym, że mężczyzna, że znów wrócę do Freuda, by posłużyć się metaforą, rozgrzewa się jak żarówka: trzask, prask i już jest rozżarzony do czerwoności i kolejne trzask prask, lub pstryk, jak kto woli, i w sekundę jest sopel lodu. Płeć niewieścia zaś, i to zostało naukowo dowiedzione, rozgrzewa się jak ruszt, rozumiemy się? Powolutku, pomalutku, na wolnym ogniu, jak dobra escudella. A gdy się już rozgrzeje, nie ma siły, która by to zatrzymała, Jak wielkie piece w Vizcayi.
(...) Ale ponieważ jestem do szpiku kości dżentelmenem, z tych staroświeckich, przedwojennych dżentelmenów, nie wykorzystuję sytuacji, i zadowoliłem się niewinnym całusem w policzek. Bo mnie się nie spieszy. To, o dobre, każe na siebie czekać. Nie brakuje kogucików, którym się wydaje, że jeśli położą rękę na babskim tyłku, a baba nie protestuje, to już ją mają. Nowicjusze. Serce niewiasty to labirynt subtelności, stanowiący wyzwanie dla szulerskiego umysłu prostackiego samca. Jeśli chce pan naprawdę zdobyć kobietę, musi pan zacząć myśleć jak ona, a rzecz pierwsza, to zdobycie jej duszy. Cała zaś reszta, owo słodkie i miękkie odurzenie, które rozum odbiera i prawość, przychodzi samo...
/Cień Wiatru/
a Wy jak myślicie???...
Monolog....z podziałem na role...


ROZUM: to nie miało sensu, wiesz dobrze o tym, sam tego też chciałeś
SERCE: chciałem...
ROZUM: więc weź się w garść, to co było, było piękne, masz wspaniałe wspomnienia, przez te miesiące dostałeś tyle miłości... ciesz się tym co było a nie martw tym co skończyło
SERCE: nie rozumiem jak możesz tak mówić, czy nie cierpisz gdy przypominasz mi te najwspanialsze chwile? te w których potajemnie płakałem łzami nadziei by to się nigdy nie skończyło, wiesz ile razy płakałem? tylko tak, zwyczajnie, ze szczęścia...
ROZUM: no właśnie byłeś szczęśliwy, ale czy ostatnio byłeś szczęśliwy? powiedz mi szczerze?
SERCE: nie
ROZUM: przecież codziennie razem dochodziliśmy od wniosku że to nie ma sensu, że to nie jest to co być powinno, że to może też nie ten czas na waszą miłość, może los powinien was złączyć w innym czasie, przecież sam mówiłeś że spalasz się w swoim uczuciu, myśl o tym że będąc w tym związku może cierpiałbyś zawsze a teraz to cierpienie, może jest większe, może jest gorsze ale ono się skończy, a będąc z NIM nigdy by się nie skończyło, to jest Twoja droga do nowego życia, droga która kiedyś zakończy ten ból
SERCE: myślisz że o ty mnie wiem? wiem, wiem ze tak stać się musiało, Bóg tak chciał, wiem że muszę to przyjąć z pokorą, lecz twoja pamięć nie pozwala mi na to, wciąż tak żywe są nasze wspólne chwile że czasem zaczynam się dusić myśląc o nich, odrzucam je, próbuję zapomnieć...nie da się! nie da się istnieć tak jakby tego wszystkiego nie było, byłem wtedy taki szczęśliwy...
ROZUM: one będą zawsze istnieć... nie wymażesz ich ani nie zapomnisz ale z czasem będą mniej boleć zobaczysz, będziesz cieszyć się że los dał Ci taką wspaniałą szansę przeżyć tą miłość.. inni daliby tak wiele by zaznać choć chwilę takiego uczucia, Tobie zostało to dane, teraz się z tym nie godzisz, kłócisz się ze mną, nienawidzisz siebie i tego co Cię otacza, ale ten gniew, złość, żal...to minie, obiecuję Ci, obiecuję Ci że pewnego dnia obudzisz się znów szczęśliwy...obiecuję Ci że nadejdzie dzień kiedy nie pomyślisz o NIM ani razu, obiecuję że pewnego dnia idąc tymi samymi ścieżkami już nie skojarzysz ich z NIM , obiecuję ale to nie stanie się teraz... teraz musisz nauczyć się żyć w tym bólu i znaleźć metody by go odpychać jak najszybciej, zanim Cię pochłonie, naucz się oddychać innym powietrzem, naucz się używać innych słów (nie tych które przejąłeś od NIEGO) naucz się poświęcać temu co Cię w danej chwili otacza, stwórz sobie plany i nowe ideały, to twój czas i twoja rola, moją rolą jest tylko sprawdzać czy to co robisz jest racjonalne
SERCE: "racjonalizm wie o mistycyzmie tyko tyle że jest całkowicie irracjonalny"
ROZUM: masz rację, nie moją rolą jest Cię zrozumieć, moją rolą jest dostarczyć Ci tlenu i pozwolić dalej Ci bić, pamiętaj że ja zawsze tu jestem i spróbuję Ci pomóc w każdym momencie Twojego zwątpienia.... pewnego dnia oboje zaryzykowaliśmy wszystko dla NIEGO i nie możemy żałować ani chwili, pewnego dnia, pomyślisz o nim jako o wspaniałym człowieku do którego zawsze możesz się zwrócić z pomocą, pewnego dnia te piękne chwile będą tylko mglistym wspomnieniem, pewnego dnia może znów odżyjesz...może oddasz komuś znów cząstkę siebie... zbyt wiele osiągnęliśmy w życiu by teraz z tego rezygnować - pamiętaj ,otaczają Cię wspaniali ludzie im też czasem należy się Twój uśmiech... żyj tak jakbyś umrzeć miał jutro... pamiętaj...
...wyciągnięte z mojej blogowej szafy....tak mi sie jakos dzis wzięło na czytanie moich starych bazgrołów...
Przegrana walka...
Wytężam słuch...
Z oddali dochodzi mnie delikatne, przytłumione stukanie...
Moje myśli uparcie starają się wydostać poza obręb mojej duszy...
Z każdą chwilą są coraz bardziej natarczywe i bezlitośnie ranią mnie w czaszkę...
Nagle cisza...
Ale jakaś nienaturalna...zakończona krwawym ostrzem gniewu...
Puk, puk, puk...
Znowu.
Tym razem głośniej i ze zdwojoną siłą...
Nie miałam pojęcia, że moje myśli są aż tak agresywne...że z taką zawziętością dążą do celu...
Boję się ich...
Przeraża mnie ta potęga...to, że nie jestem w stanie jej opanować...
Wtem potężny cios...!
Brutalny i okrutny...
Poddałam się.
Nie mam już siły walczyć...
Rana jest zbyt głęboka...i wciąż krwawi...
Z czasem się zagoi, ale pozostanie trwała blizna...ona nie pozwoli mi zapomnieć...
Leżę...
Pokonana przez własny umysł i pragnienia...
Pozwolę im odejść...
Niech poprowadzą mnie tam, gdzie chcą...
Do Niego...
Nowa ja...?

Poszłam szukać nadziei tam gdzie odnajdywałam ją na wiosnę... Hmm jak dawno tam nie byłam...
Łąka wciąż jest piękna w kolorze jak wrzosy... Pomyślałam sobie... skoro wtedy potrafiłam odnaleźć szczęście chodząc po ścieżkach, wędrując wśród drzew, skoro wtedy mogłam a było ciężko to teraz tym bardziej mogę. Słońce chyliło się ku horyzontowi, oświetlało resztkami promieni... różowo - beżową poświatą, wszystko wkoło... tworząc delikatne witraże nad chłodnym, wilgotnym lasem... Pokładałam nadzieję w przypadkach... w zdarzeniach nieokreślonych wcześniej, gdyby ich nie było, moja nadzieja by zgasła... nie wchodziłam dzisiaj do lasu już wcześniej się uśmiechnęłam...
Hmm...
Czy można odgrodzić się od przeszłości? Stworzyć coś nowego obok starego? Myślę, że nie... Porzucając przeszłość w pewnym sensie pozbawiamy się doświadczeń... Ale to tylko pozorne wrażenie. Przeszłość zostaje, i nie osiągnie się szczęścia poczucia harmonii bez pogodzenia się z przeszłością. Historia to jedna ciągła linia... Wszystko co się zdarzyło pociąga za sobą konsekwencje...
Można udawać kogoś innego, ale wtedy nie ma szczerości... a bez szczerości jest sztuczność...
Jednak czasem coś się kończy nieodwracalnie. I nagle w twoim życiu robi się smutno i pusto... Na pustce można wybudować coś nowego, bo skoro nie ma tamtego, to jest wolność... znów pojawia się dokonywanie wyborów, pojawia się nowe życie...
A ja...
Boję się... Nie wiem czy zaryzykować... Czy znów zaczynać wszystko od nowa.. choć z drugiej strony, żeby żyć trzeba przecież podejmować ryzyko. Czasami myślę, że mogłabym zostawić wszystko tak jak jest...
Dzisiaj przeczytałam coś mądrego:
"Twoje serce obawia się cierpień. Powiedź mu, że strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie"
(P.Coelho "Alchemik").
Tylko jak się tego uczucia pozbyć...? Jak zacząć widzieć wszystko w kolorowych barwach, skoro wiem, że za chwilę nadejdzie kolejna porażka... Zawsze tak mam... w chwilach szczęścia dopadają mnie myśli pesymistyczne i zastanawiam się kiedy stanie się coś złego i zawsze się coś dzieje... a może ja sama przyciągam to do siebie takim nastawieniem? Hmm sama już nie wiem, nie ukrywam że próbowałam. Starałam się zachłysnąć szczęściem, które los mi dał. Zaciskałam mocno oczy i nie dopuszczałam do siebie złych myśli... ufałam bezgranicznie... kochałam... wierzyłam w każde słowo i co...? Tą swoja głupią naiwnością odłożyłam tylko nadejście bólu... rozczarowania i bezgranicznej rozpaczy... nigdy nie myślałam że można tak cierpieć... krzyczeć z rozpaczy i robić rzeczy, których nigdy bym nie zrobiła... taki stan trwał dość długo i gdyby nie pewna rozmowa to nigdy bym się nie wyrwała z tego dołka... w końcu skończyły się łzy... uczucia... i emocje... narodziła się nowa osoba... BEZUCZUCIOWA teraz tak mi na imię...

Daj mi rękę, pójdziemy tańcząc przez ciemność, która się śmieje...
Kim jesteś tam, gdzie mnie nie ma, kiedy dzieli nas tyle kilometrow?
Czas jest elastyczny, gdy przesiąkam Tobą do kości. Chwieje się czasoprzestrzeń, linia horyzontu faluje na rzęsach. Masz takie wilgotne usta, niemalże czuję ich ciepło, parują. Weź mnie.
Te wszystkie kilometry, które pochłoną Twoje ciało, gdy tylko zamknę oczy. Skonam przy pierwszym zachodzie słońca, wypalę się nim zdążysz zawrócić. Opleciesz mnie słowami, będziesz moim kołem ratunkowym, brzytwą. Ja do Ciebie w noc czarną, tu gdzie wszystko zrasta się z ziemią, chodź.
Wypatruję śladów na wodzie, zataczam palcem kręgi. W moim sercu, na zielonej trawie, kwitniesz.
..jak śliwka w kompot
po same uszy...
wracaj......
czas przeszły...
Była tęsknota, bezwiedne uśmiechanie się do drzew, zatapianie paznokci w niebie i zrywanie słonecznej tarczy...
Później przeszywająca na wylot apatia, szukanie nowych dróg, zapominanie...
( wciąż naprzód - gdziekolwiek )
Były niebieskie oczy i niebieskich oczu nie było, tylko garstka marzeń na dnie...
Cisza, nazbyt obojętna, złowrogo wskazująca palcem...
W końcu świat przemienił sie w kolorową bańkę pragnień...
Śmiech przeplatał się z dłońmi...
Chciałam b y ć...
I wiedziałam, że mam do tego prawo, że potrafię...
( wegetacja to przecież nic trudnego )
Zniknęły wyrzuty sumienia, żal po czymś, co nigdy nie miało odwagi zakwitnąć, On...
Nie zmieniłam się...

Przy Tobie mogę być najgłębszym odcieniem zieleni, potrafię latać bez skrzydeł i kiedy spadam, to w kłębek kłamstw i rozczarowań. Żółknę niczym jesienny liść, stając się nagle zupełnie przezroczysta. Wdychasz mnie jak powietrze i nie zauważasz, że przepływam przez Twoje wnętrze, wsiąkam w każdą komórkę, sączę kawałek po kawałku, choć nie ubywa Cię wcale.
Jesteś?
Spróbuj zamknąć oczy, odepchnąć na chwilę wszystkie myśli i poczuć mnie w sobie. Jestem ciepła, wprost niewiarygodnie miękko zlizuję Cię z warg, tak, że nagle moje w Tobie staje się naszą wspólną własnością. I nie ma Cię, chociaż widzę Twój uśmiech oczami innych ludzi owiniętych zieloną koniczyną, kiedy morze pochłania Cię szybciej niż moje dłonie. Chłodna kalkulacja zalewa mózg jak morska fala piasek, odchodzę?
Nie jestem kimś, kogo szuka się przez całe życie, nawet jeśli chciałbyś znaleźć moje serce w kilometrach, które nas dzielą.
Rzeczy martwe
nigdy
nie są na zawsze...
Oddychając jestem sobą czy może Tobą we mnie?
...odchodząc
zabierz
mnie
proszę, weź mnie też...
Zamykam usta i miłość oplata mi szyję - duszę się
brakiem siebie
w Tobie...
